Zimowe miesiące nie należą do moich ulubieńców. Zimno i mała ilość światła dziennego sprawiają, że najchętniej przespałabym je zawinięta w koc aż do marca. Dlaczego do marca? Bo dla mnie marzec jest zaczątkiem wiosny.
Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem wypróbowania swoich sił w malowaniu szpachlami. W minioną sobotę udało mi się go nareszcie zrealizować. W efekcie powstał obraz namalowany na grubym kartonie farbami akrylami.
Na początku urządzania pracowni poprosiłam Małżowinka o umocowanie w ścianach kilku haków do powieszenia obrazów mojego autorstwa. Gdy uporaliśmy się z ustawieniem mebli, umieściłam na nich puste podobrazia.
Pewnego zimowego wieczoru trzy zaprzyjaźnione sąsiadki Marcela, Łucja i Matylda, postanowiły pomóc mi w uporządkowaniu pudeł z przyborami malarskimi zalegającymi w mojej pracowni. Rejwach był przy tym niepomierny, bo pracownia mała, pomocnice ruchliwe i gadatliwe w sposób zdecydowanie przewyższający „paszczowe” umiejętności piszącej.